Świadectwo. Łagodna cichość, która przynosi pokój.

“Ja jestem drogą i prawdą i życiem”, powiedział Jezus. Jestem Twoim Światłem. Zaczęła się między nami rozmowa. Żywa obecność Boga, któremu zawsze można ufać. Przed którym można się wyżalić. Który jest najlepszym przyjacielem. On naprawdę potrafi podnieść z najgorszego dna rozpaczy. I ze mną tak było… Mam 45 lat i bagaż trudnych spraw za sobą. Nie wiedziałam, że człowiek nie musi walczyć o własnych siłach…Gdyby mi wtedy ktoś powiedział, że można inaczej… Cóż. Tymczasem całe moje wcześniejsze doświadczenie było naznaczone samotną walką. Nic nigdy nie szło gładko. We wszystkich sferach życia- zawsze pod górkę. Pewnego dnia, mocno wyczerpana ciągłym zabieganiem o chleb codzienny, o zdrowie córki i moje, o spokój w domu, o przetrwanie w obliczy traumatycznej samotności. Zaczęłam się modlić sercem. Usłyszałam odpowiedź. To było niezwykłe. Z początku zastanawiałam się, czy nie wyobrażam sobie czasem tego, że może potrzebny lekarz i to od zaraz…? A jednak. Bóg jest naprawdę konsekwentny. Nie odpuszczał. Ścigał mnie do skutku. Tak więc w końcu w odpowiedzi na modlitwę usłyszałam: „Nauczysz się zwyciężać nie na sposób człowieczy, lecz na sposób Boży”. Pomyślałam ze zdumieniem: „Na sposób Boży? Jak się zwycięża na sposób Boży?”. To był początek zmian. Apogeum nastąpiło, gdy po raz kolejny człowiek, którego miałam za przyjaciela, dał się poznać, jako niegodny zaufania. Trudne to było bardzo, bo wyparł się mnie wobec innych osób. I wykpił. Zdrada boli bardziej, niż śmierć. Ręce mi opadły. Dosłownie. Zabrakło sił. Poddałam się. Pierwszy raz w życiu – poddałam się naprawdę . Poczułam niewyobrażalną samotność, wypełnioną jednak w zaskakujący sposób Obecnością Boga. Ten Bóg był żywy. Istniał. Miał moc. Pojawił się nagle w przestrzeni mojej świadomości. Nie widziałam go, ale czułam tak wyraźnie, jak tylko można. Byłam całkowicie od Niego zależna. On mógł wszystko, ja – nic. W myślach powtarzałam Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Teraz każdy dzień stał się obfity w łagodną, spokojną pewność, że oto nie jestem sama. Bez względu na trudności dnia codziennego, zawsze towarzyszy mi niemal namacalna Obecność Parakleta. Był ze mną, gdy czekałam na wynik markerów nowotworowych. Tylko On, ja i niewyobrażalny wewnętrzny spokój oraz pewność, że raka nie ma. I nie było. Ale to nie wszystko. Jezus wyprowadził mnie z sytuacji zawodowej, pozornie bez wyjścia, która skutecznie odbierała mi zdrowie. Byłam na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego z powodu dyskryminacji. Wtedy zaczęłam się modlić o pomoc. I usłyszałam odpowiedź. Obietnicę, że zostanę zabrana z tego miejsca. Musiałam tylko dokonać wyboru pomiędzy tym, czy chcę : walczyć o przysłowiowe – no właśnie : walczyć -o „swoje”, czy, jak mówi Jezus- „nie parować się” z tymi, których do moich przyjaciół zaliczyć się nie da. To wymagało ode mnie zdania się na Boga. Zaufania Mu. Nie walczenia. Poddałam się. Wybrałam łagodną cichość. Teraz mam nową, lepszą pracę oraz wewnętrzny spokój. Jednak najbardziej zaskakująca sytuacja, stała się dzień po Wylaniu Ducha Świętego, które nastąpiło na Seminarium BMW– otrzymałam dar milczenia. Objawił się on nagle wobec osoby bardzo negatywnie do mnie nastawionej, tej samej zresztą , o której pisałam na początku. Zaskoczył mnie ten człowiek swoją obecnością. Pojawił się ponownie w miejscu publicznym, w kontekście zawodowym, związanym z nową pracą. Nie wiedziałam, po co przyszedł, ani jakie tym razem ma zamiary. Poczułam, że mój umysł i emocje są umocnione. Żadnej walki. Wszystko oddałam Panu. Myślałam: „Bądź wola Twoja. Rozwiąż to, jak chcesz, Panie.” Otuliła mnie niewysłowiona cisza i pewność, że Pan sam pokieruje tą sytuacją. Odpowiedź przyszła natychmiast. Mój niedawny wróg niespodziewanie zaczął ocierać łzy. Przepraszał mnie za wszystko. Powtarzał: „Boże, przepraszam…Przepraszam cię za to wszystko”. Odpowiedziałam, że przebaczanie mam w zakresie obowiązków i nawet ogarnęło mnie poczucie humoru. Potem odeszłam w swoją stronę. Dlaczego Bóg tak pokierował sytuacją? Może dlatego, że podczas Seminarium prosiłam o łaskę przebaczenia tym, którzy mnie skrzywdzili i przebaczenia sobie samej? Naprawdę wiele tych małych cudów dzieje się w moim życiu, odkąd Duch Święty otworzył mnie bardziej na piękno Boga. Tak, Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym przynosi mi błogosławione owoce – pomaga w dojrzałym, zdecydowanym i osobistym zwróceniu się ku Jezusowi Chrystusowi oraz przyjęciu Ducha Świętego, Jego obecności i mocy. Teraz pragnę już tylko jak najmniej przeszkadzać Duchowi Świętemu w udzielaniu łask, których On pragnie udzieli.

Chwała Tobie, Jezu! Amen”.

Uczestniczka BMW

Pages ( 2 of 2 ): « 1 2