W góry, w góry … hen do Zakopanego

„Kolonie zorganizowane przez o. Grzegorza i parafię pw św. Jana Chrzciciela były wyjątkowe pod wieloma względami.

Po pierwsze nasze dzieci wyjeżdżały razem z dziećmi scholi Dzieci Kalasancjusza z Bolszewa, co było wspaniałą mobilizacją do szlifowania umiejętności chóralnego śpiewu, a także do zawierania przyjaźni z nowymi, bardzo sympatycznymi i serdecznymi koleżankami i kolegami.

Po drugie dzięki wsparciu naszego miasta i parafii mimo niskiej ceny za wyjazd dzieci otrzymały olbrzymią ilość atrakcji. To było o tyle szczególnie dobre bo nie miały czasu siedzieć nad smart fonami i się nudzić. Prócz tego dostały przeuroczą  przewodniczkę, panią Magdę, która z ciepłym uśmiechem i wielką cierpliwością ogarnęła tę energiczną, żwawą i hałaśliwą czeredę.

Dziennie pokonywaliśmy po kilkanaście kilometrów wędrówki. Pustelnia brata Alberta, Sarnia Skała, Siklawica, Wiktorówki, Hala Gąsienicowa, Gubałówka, Rusinowa Polana, zwiedzanie starych drewnianych kościółków, odwiedziny w prawdziwej bacówce w Dolinie Chochołowskiej, gdzie w półmroku odymionej drewnianej izby można było dostać prawdziwe oscypki i napić się niezwykłej w smaku zyntycy (żętycy). Kamieniste szlaki, szumiące smreki i jedlicki, przejrzyste spienione potoki, słońce i deszcz… Dzieci nieustannie przeżywały bliskość dzikiej przyrody, co było wielkim darem dla tych małych trochę mieszczuchów, trochę 21 wiecznych leniuchów. Trzeba też z dumą przyznać, że zniosły tą próbę dzielnie i często wieczorem jeszcze tryskały energią.

Miały też czas na wytęskniony przez nie, a przez nas przecierpiany szoping lub inaczej zakupowo.

Kiedy obserwowaliśmy jak wydają pieniądze na blichtr ulotnych drobiazgów i przemysłowe słodycze cieszyła nas świadomość, że jednak większość czasu wędrowały z dala od kolorowych stoisk z plastikowymi wynalazkami z Chin.

W tym natłoku zajęć znalazł się też czas na warsztaty – malowanie na szkle, nauka tańca góralskiego, przyśpiewki, barwnie i gwarowo opowiadana historia strojów góralskich, zwyczajów, czy o góralskich instrumentach, a wszystko to dzięki prawdziwemu, z krwi i kości góralowi „ujkowi” Pawłowi… Dzieciaki otrzymały fantastyczne, bogate w witaminy W i R – jak wiedza i radość, lekarstwo na nudę.

Olbrzymia ilość zajęć, prawda? Jak mogły znaleźć na to czas?… No właśnie…

A przecież to nie wszystko. Były wizyty w Aquaparku Zakopane, w termalnym kąpielisku Gorący Potok… Był barwny Chrzest Kolonijny z piciem obrzydliwej mikstury, składaniem przysięgi, rzucaniem jajkami kurzymi i przyznaniem Specjalnych, Tajemniczych Imion Kolonijnych w rodzaju Krzywa Motyka, Obudzony Niedźwiedź, Sucha Szyszka i podobnych…

Niezwykłe, góralskie kolonie przesycała radosna obecność na mszach zorganizowanych w niezwykłych miejscach, góralskich polanach i wzniesieniach, gdzie ołtarzem bywał omszały głaz, a Bóg uśmiechał się rozsuwając nabrzmiałe deszczem chmurzyska na czas Bożej Uczty. Schola Nutek Kalasancjusza razem ze scholą Dzieci Kalasancjusza śpiewem ozdobiły także mszę w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach, za co zebrały burzliwe brawa turystów i parafian. Zwiedziły ulubione miejsca św. Jana Pawła 2, uczestniczyły we mszy zorganizowanej przez o. Grzegorza w schronisku, gdzie Papież Polak pozostawił kilka niezwykłych i pięknych pamiątek.

Na każdym kroku nasze dzieci dotykały piękna polskiej historii, piękna polskiej przyrody i piękna naszej wiary.

A uśmiech Boga, podobnie jak słońce, towarzyszył naszym chwilom i napełniał nasze dusze ciepłem i wdzięcznością.

Za takie niezwykłe i cudowne kolonie trudno inaczej podziękować organizatorom i tym którzy przysłużyli się do ich realizacji, jak wdzięcznym, z głębi serca i duszy – Bóg zapłać!”

Paweł

« 1 z 7 »